luty5

,,Jestem ze wsi''

dodano: 5 lutego 2015 przez superwomen


-Mam do ciebie prośbę Natalio.-rzekł narzeczony.

-No słucham cię .-powiedziałam.

-Dzisiaj jestem umówiony z ważnymi osobami z firmy będziemy podpisywać umowę, więc mogłabyś przygotować kolacje na 18:00?-zapytał.

-No dobrze.-odpowiedziałam.-Jaka to ma być wytrawna , swojska czy jakaś inna?

-Ma być po swojsku jak tylko da się rade tylko nie przesadzaj a i trochę ma być wytrawnie.-powiedział.-Dobra to ja lecę do pracy.

Pocałowawszy mnie w policzek wyszedł. Ja wzięłam się do pracy. Zaczęłam szukać czegoś zwykłego a także wytrawnego w książce kucharskiej.

-Wiem już!-wykrzyknęłam.-zrobię kotlet schabowy z bigosem do tego wino czerwone , a na drugie podam lody owocowe z sosem truskawkowym.

Ubrałam się , i poszłam na zakupy. Przy okazji poszłam po ciasto, do cukierni. Mój narzeczony nie lubi niedzieli bez czegoś słodkiego.

-Dzień dobry, poproszę to co zawsze.-powiedziałam.

-No tak specjalnie zostawiłam dla pani ciasto cytrynowe i babeczki owocowe -powiedziała sprzedawczyni.-Jest pani naszą stałą klientką .

-No tak to ile płace?-spytałam.

-Płaci pani....24,80. -powiedziała.-Dla stałych klientów obniżka.

Wyszłam z cukierni , i poszłam do supermarketu.

-Tak słucham?-zadzwonił telefon.-Andrew?

-Tak to ja kochanie.-powiedział narzeczony.-Już wiesz co ugotujesz na kolacje ?

-Tak.-odpowiedziałam.-Właśnie wchodzę do supermarketu zadzwoń później, papa.

Zrobiłam zakupy , następnie wróciłam do domu. Miałam dużo czasu do kolacji więc, poszłam się wykąpać , a potem oglądałam telewizję. Poszłam robić kolację, i zauważyłam że ktoś wchodzi do domu, był to Andrew mój narzeczony.

-I gdzie ta kolacja?-spytał.

-No tam, jest?-powiedziałam.

-Ten kotlet , kapusta i wino? -dopytywał.

-Tak , a coś ci nie gra? -zapytałam.

-No tak wszystko to zamierzasz podać prezesom i ich żonom? -mówił.-Nie kategorycznie NIE , dobrze że wróciłem wcześniej do domu, spaliłbym się ze wstydu .

-Że co? Jak ci nie pasuje to gotuj sobie sam KATEGORYCZNIE.-oznajmiwszy to poszłam i rzuciłam talerzem. -Sam powiedziałeś że ma być swojsko.

-No tak , ale nie chodziło mi o to.-rzekł.-W takim razie pójdziemy na kolacje do restauracji.

-Dobra.-zgodziwszy się poszłam się przebrać.

Ubrałam sukienkę czerwoną długą lekko błyszczącą. Miałam rozpuszczone włosy i piękny naszyjnik.

-Wyglądasz prześlicznie. -oznajmił.

W tej chwili zapukali goście. Poszłam otworzyć , a w drzwiach stali dwaj mężczyźni a z nimi kobiety. Zapewne żony , razem z nami było nas sześcioro osób. Przyznam że musiał się wykosztować mój mąż, ale trudno skoro nie chciał tego co przygotowałam to już jego problem. Czasami miewamy tego rodzaju kłótnie, może dlatego że pochodzę ze wsi, a on z wielkiego miasta. Poznaliśmy się jakiś czas temu, przyszłam do jego firmy w sprawie pracy. Tak zostałam jego sekretarką, a potem zostaliśmy parą dopiero po ośmiu latach znajomości oświadczył mi się jakieś cztery miesiące temu. Teraz nie pracuję, ponieważ nie daliśmy rady razem pracować.

-Witam , to jest moja dziewczyna Natalia.-powiedział.

-Miło mi poznać a to moja narzeczona Elizabeth.-rzekł mężczyzna.

-Zapraszamy do restauracji.-powiedziawszy to wyszliśmy z domu. Pojechaliśmy oddzielnymi samochodami.

-Czemu powiedziałeś , że jestem twoją dziewczyną skoro jesteśmy zaręczeni?-spytałam.

-A bo tak, mi się zapomniało.-rzekł.

-Uważaj bo wnet zapomnisz że mamy się pobrać.-oznajmiłam.-A co gorsza możesz zapomnieć swej głowy, i co będzie wtedy?

-Ha ha bardzo śmieszne masz kotku, poczucie humoru.-powiedział.

Gdy już weszliśmy do restauracji każdy szedł koło swych partnerów/partnerek. Tylko ja siadłam koło prezesa i jego żony ,ponieważ mój kochany mąż siedział koło żony prezesa Antoniego Suareza. Miałam wrażenie jakby mój narzeczony podrywał panią Aleksandrę Suarez.

W restauracji było naprawdę pięknie, było przygaszone światło tylko lampki świeciły. Podłoga była z pięknych kafelków. Kelnerki, uśmiechnięte w jednakowych strojach, oraz ładne MENU w oprawionym skórzanym pokrowcu. Andrew miał wiele spraw do omówienia zwłaszcza z kobietami i prezesem Antonim. Tylko ja i prezes Adrian Rodriguez,siedzieliśmy cicho by nie uchylić się. W końcu padły dwa pytania ,,Czym zajmuję się pańska żona?'' oraz ,,Co sądzę, o ekologi i czy są potrzebne strajki, oraz wszelkiego rodzaju spory. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo nie interesują mnie te tematy. W końcu zdenerwowałam się i wyszłam do toalety. Niedługo po mnie wyszedł także pan Adrian. Reszta bawiła się świetnie. Usłyszałam pytanie gdy Andrew prosił do tańca dziewczynę Adriana , ,,Czy nie mam nic przeciwko temu '', nawet nie wahając się odpowiedział ''NIE''. Wyszłam na zewnątrz, na tarasie na polu stał Adrian.

-Nieźle się bawią co nie?-spytał śmiejąc się.

-Tak nie ma co, jestem jakąś ciotką przyzwoitką czy co?Dziś się nie ładnie zachował.-oznajmiłam.

-Wiem moja dziewczyna to samo.-potwierdził-Ty jesteś chyba jego narzeczoną a nie dziewczyną?

-No raczej, chyba że czegoś nie wiem. -powiedziałam.-Dobra z mieńmy temat,

-Dobrze.-zgodził się Adrian.

-Przejdźmy na ty jestem Natalia.-uśmiechnęłam się.

-Miło mi cię poznać Natalia , a ja jestem Adrian .-powiedział.

-Miło mi cię poznać Adrian.-buchnęłam śmiechem. Zauważył to Andrew i wyszedł na zewnątrz.

-Co wy tu robicie? -spytał.-Natalia wejdź do środka zmarzniesz. Weszliśmy do środka , i zamieniliśmy się miejscami siadłam koło Adriana, i zaczęliśmy rozmawiać, a czasami śmiać się.

-Mogę prosić do tańca?-spytał Adrian.

-No tak.-poszliśmy tańczyć ,a reszta siedziała cicho i przypatrywali się nam.

Potem wróciliśmy do stolika. Opowiadali tam różne kawały i w ogóle, i szczególe. Już prawie pękałam ze śmiechu, ja jestem bardzo zabawna czasami nie mogę powstrzymać śmiechu. Może powiem inaczej, nie potrafię być poważna, ale to zależy od sytuacji. Lubię wszystko planować, układać.

Jak już szaleje to szaleje na całego. Nie pale i nie piję alkoholu. Za to mój Andrew jest całkowitym przeciwieństwem: jest ciągle zapracowany, jest poważny nie umie się bawić, i jest jeszcze kilka rzeczy które byłoby warto powiedzieć, ale nie zdradzę tego, może nie teraz.

-Hej, kochaniutka jak się miewasz? -zapytał Suarez.-Masz piękne oczy wiesz?

-Słucham?-spytałam.

Właśnie w tej chwili chwycił mnie za rękę nie chciał mnie puścić lesz w końcu wstałam i wyrwałam rękę. Ten tylko pijany z uśmiechem rzekł: ,,Co jest kochana boisz się mnie?'' Nie wiedziałam co odpowiedzieć , więc całkiem odruchowo wzięłam szklankę z wodą i wylałam mu na głowę. Andrew się wściekł i oznajmił mi że nie znam się na żartach i że co ja wyprawiam czy oszalałam. Ja wyszłam z restauracji a za mną Adrian. Powiedział że mnie odwiezie, Zgodziłam się, i wsiadłam prawie z nieznajomym do auta. Odwiózł mnie do domu.

-Boże!-krzyknęłam.-Całe jedzenie pójdzie na marne.

-Nie nie pójdzie jeśli mnie zaprosisz do środka.-oznajmił.-To jedzenie w restauracji to było jakieś błoto nie ma jak pyszne domowe jedzonko. Mniam!

-To w takim razie siadaj, co chcesz lody czy najpierw kotleta z bigosem i winem?-zapytałam.

-Mmm.. może jednak tego kotleta.-odpowiedział, i od razu wziął się do jedzenia zjadł cały talerz i poprosił o dokładkę bigosu, widać było że mu smakowało.

-Dasz mi przepis na ten bigos bo robisz trochę inny niż zawsze jest smaczniejszy. -powiedział.

-Dobrze , ale to może dam twojej dziewczynie już będzie wszystko rozumieć.-powiedziałam.

-Nie, ona nie potrafi gotować ja to robię, ona powiem szczerze siedzi i nic a ja pracuje, gotuje, oraz sprzątam. Ona to taka damula. -opowiedział jedząc.

-Aha. Nie znam raczej żadnego mężczyzny który by robił te wszystkie rzeczy.-oznajmiłam. Następnie podałam lody.

-Mniam, pyszne.-rzekł Adrian. Nagle przyszedł Mruczek i pozwalał lody niektóre a reszta się stopiła została nam tylko jedna porcja lodów. Szybko posprzątałam i odłożyłam resztki bigosu i kotleta.

-No nie co za pech, może ….masz zjedz je.-podsuwając mi lody powiedział.

-Nie nie trzeba jesteś gościem więc, nie wypada.-siadłam koło niego i piłam sok.

-W takim razie będziemy mieć wspólnie lody, bierz łyżeczkę i jemy.-zaproponował. Ulegając mu wzięłam łyżeczkę, i jedliśmy. Było dużo śmiechu, zwłaszcza kiedy troszkę z łyżeczki lód mi się ześlizgnął i spadł na koszule Adriana, wytarłam mu szybko by nie została mu plama. On za to wziął i żartując chciał mnie karmić lodami, aż w końcu wybrudził mi nos. Było pełno zabawy, i radości. Nagle spojrzeliśmy sobie w oczy i pocałował mnie. Było to całkiem odruchowo. Nagle wszedł Andrew. Nie jestem pewna czy widział coś , ale miałam wyrzuty sumienia bo w końcu jestem ja i Andrew zaręczeni, a Adrian i ta dziewczyna są parą.

-Adrian co tu robisz?-zapytał.-Miałeś ją tylko odwieźć.

-Tak, przepraszam już idę. To dowidzenia pani Natalio.-śmiejąc się wyszedł.

Ja posprzątałam i poszłam się przebrać.

-Oszalałaś! Mogłaś mi zniszczyć firmę.-krzyczał.

-Ale o co ci chodzi? O to że wylałam na niego wodę?-spytałam.-Przecież on nie chciał mnie puścić.

-No i co z tego, nie trzeba było tak się zachowywać.-powiedział-Jutro pójdziesz ze mną do firmy i osobiście go przeprosisz.

-Nie!-krzyknęłam i poszłam spać. Nie rozumiem jak on mógł się tak zachować wobec mnie. Zawsze jak coś jest nie tak to moja wina , powoli zaczyna mi to przeszkadzać.

-Dobranoc, kochanie.-rzekł, i zaczął mnie przytulać.-Nie gniewaj się.

-Nie! Zostaw mnie , daj mi spać!. Dobranoc.-w końcu zasnęłam.

Następnego dnia, ubrałam się i poszłam zrobić śniadanie.

-O już wstałaś?-spytał.

-Tak, masz śniadanie i się zbieraj skoro mam zdążyć przeprosić pana Antoniego. -ze złością w głosie, podałam mu śniadanie.

-Czemu nie jesz ?-zapytał, zajadając.

-Nie jestem głodna, nie wyspałam się .-odpowiedziałam zamyślając się, dalej.

-Nad czym tak dumasz? -spytał ponownie.

-Jedz szybciej.-unikając odpowiedzi poganiałam go. Tak naprawdę, zastanawiałam się nad Adrianem. Źle się czułam z tym co miało miejsce wczoraj. Postanowiłam więc że przeproszę, go także, skoro już będę firmie.

Gdy już Andrew skończył śniadanie ubraliśmy się i pojechaliśmy. Dotarliśmy na miejsce.

-Tam jest Suarez.-wskazawszy mi odszedł. Podeszłam do Antoniego i przeprosiłam, on się tylko głupio roześmiał, i powiedział że nic się nie stało i żebym uważała następnym razem. Prawdę mówiąc nie zrozumiałam go. Biegłam po schodach, do taksówki, gdyż wpadłam na mężczyznę spojrzałam na niego kątem oka i pomogłam mu zbierać papiery które przez ze mnie pogubił.

-To ty.-powiedziałam, patrząc się na Adriana.

-No to ja . Co cie tu niesie w nasze progi?-spytał uśmiechając się.

Miałam już opowiadać gdyż Adrian zaproponował mi kawę w bufecie.

-Andrew kazał mi przeprosić Suareza , dlatego że go oblałam.-siedząc, odpowiedziałam, na zadane wcześniej pytanie.

-Że co? To głupstwo, sam bym mu dał w pysk . -odparł Rodriguez.

-Czułam się strasznie.-mówiłam pijąc kawę. Chwile posiedzieliśmy i pogadaliśmy. Patrząc na Adriana Rodrigueza , porównywałam jego z Andrew. Po dłuższym namyśle było mi strach pomyśleć, że Adrian jest lepszy od Andrew. Choćbym chciała , to i tak nic nie da się zrobić, przynajmniej nie jest to takie proste. Ja jestem już zaręczona a Adrian to tylko kwestia czasu , zapewne.

-Muszę już iść.-odparłam wychodząc. Miałam go przecież przeprosić, ale nie chciałam wracać do tego tematu za bardzo.

-Spotkamy się jeszcze?-spytał.

-Jak chcesz.-odpowiedziałam.

-Dziś, o 19:00 w tej restauracji gdzie wczoraj?-proponując zapytał. Ja tylko skinęłam głową na tak, i odeszłam.

Wzięłam taksówkę i pojechałam. Siadłam przed telewizorem, i oglądałam jakiś tam serial. Nagle zadzwonił telefon.

-Tak, słucham?-odebrałam telefon.

-Natalia , dziś nie wrócę na noc mam dużo papierkowej roboty-powiadomił Andrew.

-Aha, no dobrze kochanie.-ukrywając lekką radość zgodziłam się.

-Co za zmiana? Zawsze byłaś niezadowolona.-powiedział-Dobrze to ja kończę.

Szybko rozłączyłam się, wzięłam portfel i postanowiłam zaszaleć poszłam na zakupy.

-Dziękuję,i zapraszamy ponownie.-powiedziała sprzedawczyni. Wyszłam, ze sklepu z ciuchami i poszłam do jubilera, a potem do galerii. Tak się zachodziłam że straciłam poczucie czasu. Miałam już tylko niecałe 45 minut do kolacji. Szybko wróciłam do domu, wzięłam szybko prysznic, ubrałam śliczną sukienkę, uczesałam się i umalowałam byłam gotowa do wyjścia. Wszystko szło zgodnie z planem. Wyszłam z domu zostawiając klucze pod schodami. Przechodziłam koło sklepu jubilerskiego gdy zauważyłam w nim Adriana.

-Proszę pokazać ten z oczkiem złotym.-brzmiało to dla mnie jednoznacznie. Znaczyło to dla mnie że właśnie teraz Adrian kupuję pierścionek zaręczynowy swojej dziewczynie. Nie wiem dlaczego ale poczułam się odrzucona , tak jakby mnie zdradził , a nawet nie byliśmy parą. Zastanawiałam się czy się przypadkiem w nim nie zakochałam. Nie znałam odpowiedzi na to pytanie choć było banalne. Łzy prawie automatycznie spływały mi po policzkach. Każda łza wyrażała jakieś uczucie; raz strach, raz przygnębienie, a innym razem smutek.

To jednak bolało. Poszłam przejść się do parku, w ten chłodny jesienny wieczór. Jesień była piękna choć niedawno się zaczęła. Był 24 listopada.

Przechodząc, przez restauracje tam gdzie mieliśmy spotkać się, zauważyłam czekającego na mnie Rodrigueza. Chciałam otworzyć drzwi i usiąść koło niego lecz, musiałam się powstrzymać. Nie chciałam mu tego zrobić i jego dziewczynie i mojemu narzeczonemu. Siadłam na ławce w parku. Siedziałam tak godzinę.

-Mogę się dołączyć?-zapytał starszy pan.

-Tak, oczywiście.-powiedziałam wycierając łzy.

-Chłopak.-rzekł.

-Słucham?-spytałam.

-To przez chłopaka?-pytał coraz pewniej.

-Aaa to , no tak.-odpowiedziałam.-Skąd pan wie?

-Wiem, może stary jestem , lecz to nie oznacza że nigdy nie byłem młody. Wiem co oznacza.-mówił.

-Nie miałam tego namyśli.-zaprzeczyłam.

-Oj dziecko kogo chcesz oszukać. Przed miłością , nie da się zwiać.-powiedział tak że poczułam się dziwnie.

-Ma pan czas?-spytałam.-Chce panu wszystko opowiedzieć, mógłby mi pan doradzić co mam zrobić?

-Tak, ja słucham mów dziecko.-odpowiedział. Tak zaczęłam mu wszystko opowiadać, gdy skończyłam zamilkł. Zapadła cisza.

-Zadaj sobie pytanie; Którego bardziej kochasz, czy warto brać ślub z kimś kto nie docenia cię?-powiedziawszy to odszedł. Wzięłam te słowa do serca, i powiedziałam sobie że użyje tego kiedy będzie potrzeba. Nagle przyszedł Adrian.

-Tu jesteś!-krzyknął.-Szukałem cie wszędzie. Myślałem że coś ci się stało.

-A potrzebowałam chwilę się zastanowić nad własnym życiem.-powiedziałam.

-Więc posiedźmy w milczeniu.-siadł koło mnie i zapadła wielka cisza. W tle słychać było jedynie wiatr i śpiew ptaków.

Nagle zauważyłam idącego przez park mojego narzeczonego z dziewczyną Adriana-Roksaną. Byłam zdziwiona bo miał pracować. Skarżył się że ma dużo papierkowej roboty. Byłam zdziwiona. Nawet mnie nie zauważył jak siedziałam. Szedł zadowolony, jakby nigdy nic.

-Widziałeś to?-spytałam Adriana.

-No,a mówiła mi że ma dużo papierkowej roboty.-powiedział.-A no tak nie wiesz, bo tamtą dziewczynę zwolniono. Tą co była jego ''prawą ręką'', i zatrudniono moją dziewczynę.

-Aha. Andrew powiedział mi to samo.-powiedziałam. Było już zimno i ciemno. Trzęsłam się jak galareta. Zauważył to Adrian i dał mi swoją kurtkę. To miły gest z jego strony.

-A ty?-spytałam.

-Nie bój się nie jestem takim zmarzlakiem.-oznajmił.-To co podwieźć cię do domu?

-Chętnie, dzięki.-odpowiedziałam z uśmiechem. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy.

-Już jesteśmy.-rzekł.-To pa.

    -A nie chcesz wejść do środka ?-zaproponowałam.-Napijesz się herbaty z sokiem malinowym.

    -No myślałem że nie chcesz.-powiedział.

    -Wchodź.-powiedziawszy to zamknął samochód i weszliśmy do domu. Zrobiłam herbatę, i nałożyłam ciasto na talerze.

    -Mmmm...pyszne.-odparł , zajadając się.-Sama robiłaś?

    -Nie kupiłam.-odpowiedziałam.-Chciałabym ale nie potrafię upiec cytrynowego.

    -A próbowałaś?-spytał. Już po mojej minie wiedział że nie. Więc wstał i poszedł do lodówki.

    -Co ty robisz?-zapytałam, śmiejąc się.

    -Co my robimy.-poprawił mnie.-Spróbujemy zrobić własny placek cytrynowy. To nie może być takie trudne. Także w stałam i pomogłam szukać składników. Znaleźliśmy przepis w internecie i zaczęliśmy go robić.

    -No coś wychodzi.-powiedział śmiejąc się.

    -Nie zapeszaj. Mmm... naprawdę dobre ciasto.-.odparłam. Nagle przyszedł kot i zwalił miseczkę z jajkami.

    -Co za wstrętny kot.-odparłam.-Co ty robisz Adrian?

    -Właśnie to co widzisz.-wziął mąkę i sypnął na mnie. Byłam cała w mące.

    -A to tak? Ja ci dam zaraz czekaj.-zaczęłam go gonić po kuchni, z mąką. Aż w końcu go załapałam i wysypałam na niego mąkę. Niestety poślizgnęłam się o rozbite jajka i spadłam było naprawdę ślisko , tak że nawet Adrian się przewrócił.

    -Hahaha...-wybuchnęliśmy śmiechem. Fajne było podobało mi się. Potem posprzątaliśmy i upiekliśmy ciasto. Na koniec spróbowaliśmy go, i wyszło naprawdę dobrze. Niestety Adrian musiał już wracać do domu. Skończyła się zabawa.

    -To pa.-powiedziawszy to odszedł. Wyjrzałam przez okno, zobaczyłam że przyjechał Andrew. Byłam zdziwiona. Miał wrócić dopiero jutro. Wszedł do domu i od razu miał pretensje.

    -Co tu się stało? Co tu robił Adrian.-dopytywał.

    -Coś.-odpowiedziałam .

    -No powiedz.-powiedział.

    -Czy ja ci muszę mówić o wszystkim?-spytałam w prost.-A ty co podobno miałeś papierkową robotę, a widziałam cię w parku z dziewczyną Adriana.

    -Co? A ty co robiłaś w parku?-spytał.

    -Nic. Daj mi spokój.-powiedziawszy to zamknęłam się w pokoju, tymczasem Andrew trzasnął drzwiami i wyszedł. Był gdzieś przez całą noc. Wrócił nad ranem. O godzinie 7:30 zadzwonił telefon.

    -Tak słucham?-odebrałam telefon.

    -Hej Natalia zwolniło się miejsce , chciałabyś być moją sekretarką. Oczywiście tymczasowo a, potem zobaczymy.-powiedział Adrian.

    -No super! -krzyknęłam.-To kiedy mam przyjechać?

    -No teraz ubieraj się podjadę po ciebie.-powiedziawszy to rozłączył się. Szybko poszłam się ubierać. Wzięłam szybki prysznic , uczesałam się i wyszłam. Nie czekałam długo , bo Adrian był już na miejscu. Czekał na mnie. Pojechaliśmy, po drodze omawialiśmy sprawy związane z pracą.

    -Mam jakieś papiery przynieść, lub coś w tym stylu?-zapytałam.

    -Nie, nie trzeba. Znam cię już trochę więc nie.-odpowiedział.-Już teraz zaczynasz, masz wiele pracy.

    -To dobrze , nie będę się nudziła w domu.-powiedziałam. Potem wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy do biura. Adrian wskazał mi stertę, papierów które miałam poukładać i posegregować. Przyznam szczerze że było ich dużo.

    -Jak skończę pracę to pójdziemy na lunch.-powiedział Adrian.

    -A o której jest przerwa na lunch?-zapytałam.

    -Za....trzy godziny. Masz czas spokojnie.-odpowiedział. Potem od razu wzięłam się do pracy. Miałam cztery segregatory :zielony, żółty, niebieski, czerwony. I miałam pełno papierów. Postanowiłam że po segreguje to tak: Że te miesiące , które np. wypadają jesienią. To dam do żółtego-czyli jesień. Zielony-wiosna, niebieski-zima, czerwony-lato. Na razie ta metoda mogła działać, puki nie będzie z różnych lat segregacja.

    -Przepraszam, przyszedłem po umowę z 10 września.-powiedział jakiś mężczyzna.

    -Już dam, proszę poczekać...-poszukałam szybko papierów i dałam mu do ręki.

    -Natalia?-spytałam mężczyzna który po chwili okazał się moim narzeczonym-Andrew.

    -Tak, to ja we własnej osobie. -powiedziałam.-Dostałam pracę u Adriana.

    -Adriana? Ale jak to, ty?-spytał , z niedowierzaniem.

    -Chyba mnie nie doceniasz kochanie.-powiedziałam.-Przepraszam bierz papiery i idź , bo mam dużo pracy.

    -Dobra już idę. Ty i praca?-wychodząc spytał. Pracowałam, bez przerwy. Nie było to trudne , bo wyrobiłam się do przerwy. Miałam już wszystko z głowy.

    -Już skończyłaś?-spytał Adrian.-Super, dobrze ci poszło. To chodź na lunch.

    -No to chodźmy.-rzekłam. Zeszliśmy na dół , tam gdzie mieścił się bufet. Był ogromny. Było pełno stolików, a zamiast krzeseł mieściły się po dwóch stronach mini sofy skórzane. Było wygodnie, i przyjemnie. W tle było słychać piosenki.

    -O patrz kto idzie.-powiedziałam.-Twoja dziewczyna z moim narzeczonym.

    -No widzę. -powiedział.

    -Nie uważasz że za dużo czasu razem spędzają?-zapytałam.

    -No tak.-zgodził się ze mną.-Ale my też dużo spędzamy ze sobą czasu.

    Zauważyłam że kierują się w naszą stronę. Aż w końcu doszli do nas i spytali się czy mogą do nas się dosiąść. Zgodziliśmy się. Roksana siadła koło Adriana a Andrew koło mnie. Nastała cisza, nikt nie odważył się zacząć rozmowy. W końcu skończyła się przerwa. Nie mieliśmy już nic do pracy, więc mogliśmy wrócić do domu.

    -Idziesz?-spytałam Adriana.

    -Mam jeszcze zebranie więc do zobaczenia Natalio pa.-pocałował mnie w policzek na pożegnanie. Wyszłam z pracy, z Andrew. Pojechaliśmy do domu. Wiedziałam że to najlepszy moment by pogadać o nas, o naszym życiu, co dalej.

    -Musimy pogadać poważnie.-powiedziałam.

    -No dobrze.-weszliśmy do domu. Siedliśmy przy telewizorze i zaczęliśmy rozmawiać.

    -Czy ty chcesz nadal brać ślub ze mną?-spytałam wprost.

    -Co to za głupie pytanie, wiadomo że tak. Oj głuptasie ty mój.-powiedział nie patrząc mi się w oczy.

    -Zauważyłam że za dużo czasu spędzasz z Roksaną.-mówiłam, z wielką nie pewnością.

    -Czy ty zarzucasz mi że cię zdradziłem?-spytał.-No nie naprawdę? Czyli mi nie ufasz, nie spodziewałem się że taka jesteś.

    -Zauważyłam że wszystko cie drażni .Denerwujesz się o byle co.-oznajmiwszy to poszłam się położyć. Następnego dnia, czułam się źle więc zadzwoniłam do Adriana i powiedziałam że nie przyjdę dziś do pracy.

    -Przepraszam,że nie przyjdę.-mówiłam.-Nie chce by wyglądało to tak, że nie chce mi się.

    -Nie ma problemu dziś, mam wolne więc, w padnę do ciebie zobaczyć co się dzieje.-powiedział.

    -Dobrze to posprzątam, i będę wyczekiwała ciebie.-potem rozłączyłam się, i miałam sprzątać , gdyż zakręciło mi się w głowie i nic z tego, nie było. Dzień wyglądał normalnie, tyle że nie mogłam nigdzie wyjść. Musiałam się czymś zająć, bo strasznie się nudziłam. Mijały minuty i godziny a ja dalej siedziałam przed telewizorem, aż w końcu zasnęłam.

    -Drrrrr...-zadzwonił dzwonek. Szybko zeskoczyłam na nogi i otworzyłam drzwi. U progu nich stał Adrian z czymś w butelce.

    -Co ty tu robisz? -spytał.-Idź do łóżka, się wyleżeć.

    -Ale....-nie dokończyłam, z powodu przerwania mi, przez Adriana.

    -Nie ma żadne ''ale''. Już, do łóżka.-powiedział stanowczo. Zrobiłam tak bo co miałam zrobić. Gdy tylko wszedł, aż załamał ręce.

    -Jadłaś coś dzisiaj w ogóle? -spytał.-Najpierw pójdę po zakupy, potem zrobię ci herbatę, z sokiem malinowym, następnie, posprzątam tu i pójdę do apteki.

    -Nie trzeba ja się czuje doo...oooo ...A psik!-kichnęłam. -Czuję się dobrze.

    -Właśnie widzę.-powiedział.-Koniec, idziesz leżeć i koniec kropka.

    -Dobrze już niech ci będzie ale chociaż dam ci pieniądze, na te twoje wymuszone na mnie zakupy.-oznajmiłam.

    -Nie.-oznajmiwszy to wyszedł po zakupy. Ja w tym czasie położyłam się do łóżka oglądając telewizje. Po godzinie wrócił Adrian. Kupił masę rzeczy.

    -Dziękuję, ci bardzo, że aż tak troszczysz się o mnie.-uśmiechając się rzekłam.

    -Nie ma za co a w końcu ktoś musi dbać o siebie. Bo znając cie pewnie byś przyszła do pracy.-powiedziawszy to ugotował jakąś zupę ciepłą i podał mi ją. Po obiedzie , dał mi leki i sok malinowy z herbatą. Potem posprzątał, i posiedział ze mną.

    -Pyszna była ta zupa, co to jest?-spytałam zaciekawiona.

    -To przepis mojej mamy, nie zdradzę ci go.-odpowiedział.-Dobrze że ci smakuje .

    -Muszę wyciągnąć od twojej mamy przepis.-powiedziałam.

    -Ona nie żyje, umarłam parę lat temu.-powiedział oglądając telewizję.

    -Przepraszam, nie chciałam.-oznajmiłam przepraszając go.

    -Nic się nie stało, przecież nie mogłaś wiedzieć że nie żyje tak jak i mój ojciec.-powiedziawszy to zamilkłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czułam się tak jakbym popełniła jakieś morderstwo. Bałam się że mogłam go urazić. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu, aż w końcu postanowił odezwać się Adrian.

    -Może dałabyś mi wasze kluczę, do mieszkania mógłbym przychodzić i się opiekować tobą w wolnym czasie. Oczywiście jak twój narzeczony pozwoli.-zaproponował.

    -Nie ma problemu, oczywiście, nie musi o tym wiedzieć, masz tam na stoliku dodatkowe.-mówiąc wskazałam na dodatkowe klucze. Adrian siedział ze mną cały dzień. Przynajmniej miło upłynął mi czas. Szukałam jakiegoś fajnego filmu na innych kanałach, lecz nie mogłam nic znaleźć. W końcu znalazłam jakiś horror.

    -Ha ha ha ha....-śmiałam się z horroru.

    -Przerażasz mnie, ty się serio z tego śmiejesz nie jest dla ciebie to straszne?-spytał sam śmiejąc się.

    -Nie, ani trochę.-powiedziałam.

    -Pamiętaj Amy gdy zadzwoni telefon , znaczy że to już czas na ciebie ZGINIESZ!-krzyczał jeden aktor z horroru. Nagle głosy ucichły a w tel grała przerażająca muzyczka i nagle:

    -Drrrrrr...-zadzwonił u mnie telefon.

    -Aaaaa....-krzyczeliśmy. To było zabawne, ale w końcu odebrałam ten telefon.

    -Tak, słucham?-odebrałam.

    -Hej Natalia, muszę jechać na konferencje, z dziewczyną Adriana, przepraszam.-oświadczył Andrew.

    -Ale … proszę cie nie możesz zostać?-zapytałam.

    -Nie...ale obiecuje jak to wszystko się skończy wyjedziemy gdzieś tylko ty i ja.-obiecywał.

    -Mówisz to już prawie drugi rok. Mam dość, jedź sobie tam gdzieś z nią. W siną dal.-rozzłoszczona a zarazem zawiedziona rzekłam.-Pa, miłej podróży. Potem rozłączyłam się.

    -I co?-zapytał Adrian.

    -Nie udawaj wiem że słyszałeś.-powiedziałam.

    -Dobra, ale to z grzeczności. -odpowiedział. Oglądaliśmy to późna aż w końcu zasnęłam. Zasnęłam przytulona do Adriana. Adrian tymczasem, wziął mnie na ręce , i położył mnie do łóżka okrywając mnie kocem. A Rodriguez położył się na kanapie i zasnął. Nazajutrz gdy się już obudziłam zobaczyłam stojącego nad de mną Adriana z śniadaniem.

    -Nie wróciłeś do domu?-spytałam rozespana.

    -Nie, co będę sam siedział w domu. A ty zresztą jesteś chora.-odpowiedział dając mi śniadanie.

    -Nie wieże , to dla mnie?-dopytywałam.

    -No tak, chyba nie dla mnie a teraz jedz.-powiedział.

    -Dziękuję. Dziś nowy dzień.-powiedziałam coś, co nie miało sensu.

    -No tak, ja idę do pracy i w padnę do ciebie koło 13:00 okey?-spytał.

    -Nie ma problemu, ale już się lepiej czuje.-powiedziałam.-Ale chętnie zjem jeszcze raz tą pyszną zupę.

    -Dobrze, no to pa.-powiedziawszy to pocałował mnie w policzek, a następnie wyszedł. I znów zostałam sama. Adrian, zachowuje się jak kochający, i troszczący się mąż, lub przynajmniej chłopak. Andrew nie pamiętam by mi przyniósł choć raz w życiu śniadanie do łóżka, albo żeby się tak troszczył o mnie. Jedyne co chyba było romantyczne z jego strony to była kolacja w restauracji, i wyjście na scenie ze stoma różami i oświadczenie się. Żałowałam tylko jednej rzeczy że to Adrian nie jest ze mną. Nie chciałabym mu rujnować życia. Nagle, zadzwonił telefon, którego z chęcią nie chciało mi się go odbierać, lecz odebrałam go.

    -Tak , Andrew?-spytałam.-Co chcesz, powiedzieć jak świetnie się bawisz?

    -Co ci znów przyszło do głowy ?-zapytał.-Chora jesteś?

    -Nie , wiesz jestem zdrowa. -powiedziałam.

    -To dobrze.-rzekł.

    -Boże!! Za co ty mnie tak karzesz?! Chora jestem, normalnie odkryłeś Amerykę wiesz. Co ty głuchy jesteś?-mówiłam, normalnie zdruzgotana.

    -No przepraszam.-powiedział. Ja się zdenerwowałam i się rozłączyłam. Miałam dość tej bezsensownej rozmowy. Poszłam do kuchni by się napić wody, lecz zakręciło mi się w głowie i zemdlałam. Nie wiem ile tak leżałam, ale pewnie długo skoro , Adrian znalazł mnie na podłodze.

    -Ej, Natalia, ocknij się. Heeej.-powiedziawszy to wziął mnie na ręce i położył mnie na kanapie. Tam się dopiero ocknęłam.

    -Ubieraj się jedziemy do lekarza.-powiedział.

    -Nic mi nie jest, to zwykłe zasłabnięcie.-mówiłam.

    -No to co, bez powodu się nie słabnie.-powiedział-Jesteś cała blada, chodzisz podenerwowana. Dużo nie jesz/

    -Nie, wykluczone. -powiedziałam.

    -Ja ci dam nie, w tej chwili.-powiedziawszy stanowczo wziął mnie na ręce , i nie chciał mnie puścić , zapakował mnie w piżamie w samochód. Dał mi tylko buty i kurtkę, i zabrał mnie do lekarza.

    -Co ty robisz wariacie?-mówiłam przez śmiech.-Puść mnie.

    -To co widzisz nie chciałaś po dobroci to masz, teraz siedź cicho.-powiedziawszy to odjechaliśmy. Nie wiem dlaczego ale spodobało mi się to co zrobił Adrian.

    -Dzień dobry w czym mogę pomóc-spytał doktor.-Co pani dolega?

    -No zasłabłam, pewnie z przemęczenia. -odpowiedziałam.-To nic takiego.

    -No tak , proszę za mną.-powiedział zabierając mnie na badania. Po jakimś czasie otrzymałam wyniki badań. Okazało się że za często się denerwuje, że to coś na tle nerwowym. I muszę więcej spać, odpoczywać, a przede wszystkim jeść więcej. Zalecił mi chodzenie na spacery albo joga lub fitness. Czasami jakieś może spa.

    -Dziękujemy i do widzenia.-powiedzieliśmy a następnie wyszliśmy.

    -Gdzie jedziemy?-spytałam.

    -No lekarz powiedział że masz odpocząć.-tajemniczo powiedział.

    -A co ma piernik do wiatraka?

    -No widocznie ma skoro cię zabieram.-powiedział.

    -Czy ty robisz to co ja myślę?

    -A co ty myślisz?

    -Nie, no proszę, cię. Już wiem chcesz gdzieś mnie zabrać na przejażdżkę.-nagle stanęliśmy przed wielkim budynkiem.

    -Turcja, Malezja,Włochy, co wybierasz a może Egipt?-spytał.

    -Żartujesz, nie przecież ja nawet nie dałam ci pieniędzy.

    -To co to jadę z tobą. Możemy przecież odpocząć , dobrze ci to zrobi.-powiedziawszy to weszliśmy i kupiliśmy bilety do Turcji.

    -Dobrze się złożyło bo zostaniemy cztery tygodnie, a potem wolne z pracy bo zbliżają się święta. -powiedział.

    -No super, a o której mamy samolot?-spytałam.-Muszę się spakować.

    -Mamy o...14:45. Nie bój się zdążymy. Jedziemy szybko do domu i pakujemy.-powiedział.-Przyjeżdżam po ciebie o 14:10. Masz być już gotowa.

    -Dobrze. I pojechaliśmy. Potem poszłam się pakować. Spakowałam trochę rzeczy. Między innymi, bikini, krótkie spodenki, no ogółem mówiąc letnie ubrania. Gdy już się spakowałam, pozostało mi czekanie na Adriana.

    Nagle zadzwonił telefon, a tak właściwie to dzwonił Andrew, lecz nie odebrałam od niego. W końcu przyjechał Adrian. Wsiadłam do samochodu zostawiając na lodówce kartkę, że pojechałam do Turcji.

    -Gotowa na podróż?-spytał.

    -Oczywiście.-odpowiedziałam. Jechaliśmy chwilę aż w końcu dotarliśmy na lotnisko. Potem podeszła do nas pani stewardessa i powiedziała że lot odbędzie się za pięć minut, i żebyśmy już zajęli miejsca w samolocie. Odłożyliśmy bagaże i wsiedliśmy. Nagle zaczęliśmy startować, gdy wyjrzałam przez okno, zdałam sobie sprawę że mam lęk, więc gdy startowaliśmy, ścisnęłam mocno za rękę Adriana i zamknęłam oczy. Trzymałam go dotąd dokąd, normalnie nie lecieliśmy. Potem zamieniliśmy się miejscami. Było jeszcze parę godzin do Turcji, więc zdrzemnęłam się chwilę , to ''chwilę'' zamieniło się w 6 godzin.

    -Ej, obudź się.-powiedział budząc mnie Adrian.-Już jesteśmy.

    -Czego?! Daj mi jeszcze parę minut.-mówiłam rozespana.-Co?! Już lądujemy?Czemu mnie nie budziłeś.

    -Ha ha ha...-śmiał się. Gd




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
bialaoficyna 7 stycznia 2016 bialaoficyna napisała:

bardzo fajnie napisane! gratulujemy
zapraszamy do sprawdzenia nas! http://www.bialaoficyna.pl
zaproszenia ślubne rustykalne zawieszki winietki


zgłoś
elwira-ryla 5 kwietnia 2016 elwira-ryla napisała:

Super